Za obietnice premiera Tuska zapłacimy wyższymi podatkami

Premier Tusk w Sejmie
Premier Tusk w Sejmie
Na zaplanowane przez rząd wydatki socjalne nie ma pieniędzy. Rząd zwiększy deficyt budżetowy i dług publiczny w 2015 r. Zapłacimy za to kolejną podwyżką podatków. Po wyborach.

Premier Donald Tusk przejął inicjatywę strategiczną od Jarosława Kaczyńskiego w kwestiach socjalnych. W maju 2014 r. oświadczył, że nie dostrzega szans na obniżkę podatków. W sejmowym wystąpieniu w dniu 27 sierpnia zapowiedział zwiększenie wydatków na emerytury, renty (waloryzacja procentowa z minimum) i wsparcie dla rodzin w kosztach utrzymania i wychowania dzieci (negatywny podatek dochodowy).



Plan premiera wpisuje się w teorię politycznego cyklu koniunkturalnego. Zbliżają się ważne wybory: samorządowe, parlamentarne i prezydenckie. Platforma Obywatelska nie przeprowadziła na początku kadencji fundamentalnych reform, które przekonałyby wyborców do jej wizji państwa. Teraz partia rządząca chce kupić głosy dźwięczącą monetą.

Ministerstwo finansów szacuje koszt zapowiedzi premiera na ok. 4,7 mld zł. Stanowi to ok. 0,3 % Produktu Krajowego Brutto przewidywanego w 2015 r. W czasie wystąpień sejmowych premier i minister finansów wprost nie wskazali źródła finansowania tych wydatków. Jednak nie można powiedzieć, że problem przemilczeli.

W założeniach do budżetu państwa na 2015 r. (z czerwca 2014 r.) założono deficyt finansów sektora publicznego na 2,7 proc. PKB. Tymczasem po dwóch miesiącach w Sejmie minister Mateusz Szczurek powiedział: „Wszystkie plany, które przedstawiali ministrowie, a przede wszystkim te zadania które postawił sobie rząd, a przedstawione przez pana premiera przed chwilą, wymagają finansowania, a jednocześnie budżet musi być zamknięty, musi być stworzony w sposób odpowiedzialny. W 2015 r. deficyt finansów publicznych liczony według europejskich standardów, on nie przekroczy 3 proc. PKB i będzie to nie lada wyzwanie i o pomoc w spełnieniu tego wyzwania proszę bardzo Wysoką Izbę.

Rząd zaplanował zatem zwiększenie deficytu budżetowego o 0,3 proc. PKB, dokładnie o tyle, ile wynoszą wydatki socjalne zapowiedziane przez Donalda Tuska. Wzrost deficytu budżetowego prowadzi do wzrostu długu publicznego. Jednorazowe obniżenie długu o znacjonalizowane oszczędności Polaków zgromadzone w Otwartych Funduszach Emerytalnych dało przestrzeń do kolejnego wzrostu długu publicznego. Na razie bez obawy o limit unijny (60 % PKB). Balansowanie przez rząd na granicy deficytu 3 % PKB, co jednoznacznie wskazał minister finansów, rodzi jednak poważne ryzyko pozostawania Polski w procedurze nadmiernego deficytu. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że założenia makroekonomiczne rządu na 2015 r. są już obecnie nie do zrealizowania. Rząd zakładał na 2014 i 2015 r. inflację odpowiednio 1,2 i 2,3 proc. Tymczasem obecnie mamy nie inflację, a deflację. Nominalny PKB będzie zatem i w 2014 i w 2015 niższy niż planuje rząd. Co za tym idzie wpływy podatkowe będą niższe, a wskaźniki deficytu budżetowego i długu publicznego do PKB wyższe.

Inwestorzy zagraniczni już wystawili swój rachunek. Tuż po wymijającym, co do źródeł sfinansowania wydatków, wystąpieniu ministra finansów (po 11:00) nastąpił odpływ kapitału zagranicznego z Polski i złoty zaczął gwałtownie słabnąć. Gdy Donald Tusk rozpoczynał swoje wystąpienie za 1 euro płaciliśmy 4,18 zł. Do dzisiaj złoty osłabł do 4,20 zł.

Kredytobiorcy walutowi będą pierwszymi, którzy zapłacą za obietnice bez pokrycia. Brak realnych dochodów budżetowych na sfinansowanie wzrostu wydatków socjalnych przy procedurze nadmiernego deficytu oznacza, że za kiełbasę wyborczą ponownie zapłacimy wyższymi podatkami. Tego oczywiście premier nie zapowiedział i nie należy się spodziewać takiej deklaracji do dnia wyborów parlamentarnych. Po wyborach politycy wystawią nam rachunek. Szacunkowo zaplanowane przez rząd nowe wydatki socjalne odpowiadają podwyżce VAT z 23 do 24 proc.. W odpowiedzi na plan rządu opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość ustami Mariusza Błaszczaka licytuje 20 razy więcej środków na dzieci od zapowiedzi premiera. Taki socjal, to VAT z podstawową stawką rzędu 27 proc..

Patrzmy politykom na ręce.
Trwa ładowanie komentarzy...