Eliminujmy oszustów wyborczych

Obiecywanie gruszek na wierzbie stało się nawykiem polityków. Politycy kłamią podczas kampanii wyborczej, aby za wszelką cenę dostać głosy. Po wyborach najczęściej okazuje się, że na ich pomysły nie ma pieniędzy. Czas to przerwać.

Bez względu na wynik wyborów nic nie zmienia się. Zniechęcamy się do uczestniczenia w życiu obywatelskim, mamy w nosie polityków, sprawy publiczne i wybory. Milcząca większość oddaje sprawy publiczne krzykliwym mniejszościowym żelaznym elektoratom partii politycznych. Mniejszości degenerują się we własnym sosie. Patologiczne myślenie grupowe, syndrom oblężonej twierdzy, wiara we własną nieomylność, wrogość do osób mających odmienne poglądy uniemożliwiają prowadzenie merytorycznej publicznej debaty o przyszłości Polski. Debatę np. o wzroście wynagrodzeń, miejscach pracy, doganianiu zamożności Zachodu zastępują tematy zastępcze.

W polityce trzeba przywrócić prawdę. Politycy obiecujący złote góry, niech wskażą skąd na nie wezmę pieniądze. Kręcenie: to trudne, nie można, nie da się, nie ma danych oznacza, że polityk próbuje nas oszukać lub że jest niekompetentny. W XXI w. dzięki rewolucji informacyjnej wszystkie dane niezbędne do szacunków wykonalności programów partii politycznych są dostępne za kliknięciem.

Jako pierwszy pytanie o środki na realizację programu otrzymał Janusz Korwin-Mikke (Programowa nędza Korwin-Mikkego oraz Hipokryzja Korwina-wzrost gospodarczy). Poza pseudologicznymi frazesami wygłoszonymi w porwaniu emocjonalnym w programie „Tak czy Nie” nie usłyszeliśmy nic na obronę wykonalności jego programu gospodarczego (nagranie audycji). Pomysły lidera Nowej Prawicy to m.in.: spłata ukrytego długu ZUS (ponad 200 % PKB), dwukrotna podwyżka wydatków na obronę narodową, zniesienie podatków dochodowych i jednoczesne (!) zrównoważenie, obecnie deficytowego budżetu państwa.

Inni politycy nie są lepsi. Donald Tusk przyznał, że obiecywał obniżki podatków, których nie może wykonać. Teraz buduje narrację w oparciu o miliardy euro z Unii Europejskiej pomijając niewielkie znaczenie tych kwot w systemie finansów publicznych i znikomy efekt wydatkowania środków europejskich na wzrost wynagrodzeń i dynamikę PKB w Polsce. Jarosław Kaczyński kiedyś ugrzązł w tłumaczeniach skąd weźmie 1 bln zł na inwestycje. Dzisiaj obiecuje co najmniej 300 tys. mieszkań rocznie i zapomina o finansowej rzezi młodych rodzin, które nabyły mieszkania podczas bańki spekulacyjnej puchnącej w latach 2005-2007 ze szczytem w 2008 r.

Przed nami kilkanaście miesięcy nieustannych kampanii wyborczych. Zadawajmy politykom pytania: co, kiedy, ile aby ustrzec się oszustów wyborczych.
Trwa ładowanie komentarzy...