W polityce trzeba przywrócić prawdę. Politycy obiecujący złote góry, niech wskażą skąd na nie wezmę pieniądze. Kręcenie: to trudne, nie można, nie da się, nie ma danych oznacza, że polityk próbuje nas oszukać lub że jest niekompetentny. W XXI w. dzięki rewolucji informacyjnej wszystkie dane niezbędne do szacunków wykonalności programów partii politycznych są dostępne za kliknięciem.
Jako pierwszy pytanie o środki na realizację programu otrzymał Janusz Korwin-Mikke (Programowa nędza Korwin-Mikkego oraz Hipokryzja Korwina-wzrost gospodarczy). Poza pseudologicznymi frazesami wygłoszonymi w porwaniu emocjonalnym w programie „Tak czy Nie” nie usłyszeliśmy nic na obronę wykonalności jego programu gospodarczego (nagranie audycji). Pomysły lidera Nowej Prawicy to m.in.: spłata ukrytego długu ZUS (ponad 200 % PKB), dwukrotna podwyżka wydatków na obronę narodową, zniesienie podatków dochodowych i jednoczesne (!) zrównoważenie, obecnie deficytowego budżetu państwa.
Inni politycy nie są lepsi. Donald Tusk przyznał, że obiecywał obniżki podatków, których nie może wykonać. Teraz buduje narrację w oparciu o miliardy euro z Unii Europejskiej pomijając niewielkie znaczenie tych kwot w systemie finansów publicznych i znikomy efekt wydatkowania środków europejskich na wzrost wynagrodzeń i dynamikę PKB w Polsce. Jarosław Kaczyński kiedyś ugrzązł w tłumaczeniach skąd weźmie 1 bln zł na inwestycje. Dzisiaj obiecuje co najmniej 300 tys. mieszkań rocznie i zapomina o finansowej rzezi młodych rodzin, które nabyły mieszkania podczas bańki spekulacyjnej puchnącej w latach 2005-2007 ze szczytem w 2008 r.
Przed nami kilkanaście miesięcy nieustannych kampanii wyborczych. Zadawajmy politykom pytania: co, kiedy, ile aby ustrzec się oszustów wyborczych.
